Dywanowy Klub Gier Planszowych

Te wakacje są niesamowite. Nie ma dnia by planszówki nie były w ruchu. Gram z dziećmi, gram z młodzieżą i dorosłymi. Dzień bez planszówki to dzień stracony. To wszystko w ramach hobby (trzeba pielęgnować swoje zainteresowania) i dobrego serca (dzieci nie mogą się nudzić). Mój dom jest otwarty dla przyjaciół mojej córki i tak wyszło, że w te wakacje 8 dzieci miało okazję łyknąć planszówkowego bakcyla.

Najczęściej gramy na dywanie. Śmieję się, że spontanicznie utworzył się nam Dywanowy Klub Gier Planszowych. Stół też używamy, ale podłoga daje większą swobodę. Czasem też dzieciaki grają na kocu, rozłożonym na trawniku przed blokiem lub na balkonie.

Zasady gry

Gdy dzieci grają ze mną lub gdy po prostu jestem w pobliżu, wiem, że rozgrywki toczą się zgodnie z zasadami. Czasem sama te reguły upraszczam, by ułatwić ich naukę, a przy kolejnej rozgrywce dokładam kolejną cegiełkę zasad. Elastyczność jest potrzebna. Pozwalam też na swobodną zabawę elementami gier, bo cenię sobie kreatywność.

Nie zawsze jednak mam kontrolę nad przebiegiem rozgrywki. Rozgrywki na kocu albo w domu innego dziecka owocują w różne historyjki. A to zasad zapomniały i stworzyły własne, a to się pospierały o sposób grania, albo obraziły czy też popłakały z powodu przegranej. Dzieci na szczęście szybko się godzą i szybko wracają im dobre humory. Ostatecznie zawsze twierdzą, że spędziły czas wyśmienicie.

I jest tak, że czasem ktoś wygrywa, a czasem przegrywa. Czasem coś idzie nie po naszej myśli, albo gładziutko jak po maśle. Dzieci już się nauczyły, że nie ważne co się dzieje przy planszy, najważniejsze, że są razem i dobrze spędzają czas.  To nasza niezmienna zasada.

Po co grać?

By kreatywnie spędzać czas z dala od tabletów, komputerów i telewizorów. By spędzać czas między rówieśnikami. By uczyć i wychowywać. Dzieci są różne, mają różne umiejętności, różne emocje. Grając, każde uczy się czegoś nowego. Uczą się nawet o sobie. Poznają siebie nawzajem. Gry to już nie są zabawki, które wciska się dziecku by siedziało w kącie i dało spokój rodzicom. Gry wymagają zaangażowania kilku osób. Nawet jak pokazywałam dzieciom jednoosobowe łamigłówki, to towarzyszyłam im wskazując kierunek działania lub chwaliłam za ładne myślenie. Motywacja musi być.  Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie też postawa dzieci 7-8 letnich, które już same dzielą się zadaniami z łamigłówek, tak by każde uczestniczyło w zabawie.

Gramy więc by się rozwijać na różnych płaszczyznach.

W co gramy?

We wszystko co mam w domu dla dzieci. Jest tego sporo i choć do końca wakacji jeszcze dużo czasu to możemy nie zdążyć. Dzieci mają już swoje ulubione gry i nie zawsze mają ochotę na nowości, a ja nie zawsze mam czas na tłumaczenie zasad. Tak czy siak mamy wspólne marzenie – grać jak najwięcej.

Fajne te wakacje. Dla mnie potrójnie fajne, bo gram jeszcze z młodzieżą i dorosłymi.

Z dziećmi i tak jest najfajniej, bo są bardzo autentyczne.

0 Udostępnień