Dobutsu Shogi w przedszkolu #2

Ten rok z Dobutsu Shogi w przedszkolu był dla mnie eksperymentem. Stanęłam przed problemem, z którym właściwie boryka się każdy wolontariusz działający z własnej inicjatywy, bez wsparcia sponsorów. Miałam w domu tylko 2 egzemplarze Shogów 3×4: Pojedynek robotów i Yokai no mori. Zaś w każdej grupie po 25-26 dzieci. W dodatku potrzebowałam do realizacji zajęć zupełnie inną wersję graficzną.

Elementy gry

W takiej sytuacji, musiałam samodzielnie wykonać elementy. Początkowo zastosowałam proste grafiki przedstawiające lwa, słonia, żyrafę, gąsienicę i motyla. Szybko zrezygnowałam z nich na rzecz oryginalnej i ciepłej japońskiej grafiki. Pierwszym problemem było znalezienie grafik zwierzątek w dobrej jakości. Skończyło się na kiepskiej jakości grafikach znalezionych w Internecie. Kilka projektów, kilka prób. W ruch poszły nożyczki i klej. Z papieru i pudełka kartonowego wykonałam w sumie 26 zestawów pionków dla dzieci, czyli ponad 100 pionków. Do tego 13 prościutkich plansz w formacie A4 z zarysowanymi polami i zalaminowanych dla lepszej trwałości (a ileż miałam przygód z ich wykonaniem!). No i mój zestaw nauczycielski złożony z wielkoformatowych tekturowych pionków, planszy z 12 kartek A4 i czerwonej wstążeczki do oznaczania domów (pola A1-B1-C1 oraz A4-B4-C4). Z czasem do zestawu dołożyłam karteczki z literami i cyframi, do oznaczania pozycji pionków na planszy. Kilkanaście godzin intensywnej pracy.

Elementy dodatkowe

Dla dzieci różnorodność w ramach jednego tematu jest konieczna. Różnorodność wpływająca na wyobraźnię. Przedszkolaki to bardzo trudna i bardzo wymagająca grupa. Od początku wiedziałam, że każde zajęcia muszą wyglądać inaczej. Obudziłam w sobie kreatywność. Nie sposób wymienić wszystkie elementy jakie stosowałam. Były m.in. obrazki, kolorowe drewniane znaczniki, wielka papierowa plansza zawieszana na ścianie wraz z pionkami, tablet, ukulele z piosenką Lion March (a do tego moje chore gardło i paraliżująca trema) i… pacynki. Największym hitem okazał się ten ostatni element: dziewczynka, chłopiec i starszy pan. Przydały się moje drobne zdolności aktorskie, przydała się umiejętność mówienia innym głosem. Pacynkami „kupiłam” uwagę dzieci. Zaznaczam, że pacynki przynosiłam na zajęcia od czasu do czasu, żeby nie znudziły się dzieciom. Wprowadzałam też elementy bajkowe typu: przesłanie listu z wakacji przez pana Antoniego (pacynka starszego pana) wraz z pytaniami do quizu na temat Dobutsu Shogi, itp. Nie wszystkie elementy się sprawdziły, w nowym roku będę w ich miejsce szukała nowych pomysłów. Po to, by nauka była realizowana przez zabawę, by była żywa. Wszyscy wychowawcy przedszkolni doskonale wiedzą jak wygląda praca z dziećmi i jak je trzeba stymulować. Choć mam własne dziecko, to jednak praca z obcymi dziećmi, w dużej grupie okazała się być zupełnie inna i chyba bardziej wymagająca.

W rękach przedszkolaków

Trzeba liczyć się z tym, że w rękach dzieci samodzielnie wykonane elementy długo mogą nie przetrwać. Skubanie, odrywanie, pocieranie, zaginanie, zgniatanie to tylko efekt ciągłej konieczności ruchu u dzieci. Błędem z mojej strony było choćby korzystanie z moich szklanych kamieni do Go jako znaczników – wyglądały świetnie, spełniały swoje zadanie, ale niestety dzieci ukruszyły kilka (ach ta dziecięca konieczność obstukiwania!). Dobrze, że nikomu nic się nie stało. Dzieci powinno uczyć się szanować rzeczy, to fakt, ale nie da się zapanować nad tym w tak dużych grupach, jakie są w przedszkolach. Własnego dziecka nie da się czasem upilnować. Zresztą nawet jeszcze gimnazjaliści i licealiści mają odruchy doprowadzające właścicieli gier planszowych do zawału ;-).

Przyszłość

Na potrzeby przedszkoli figury powinny być wykonane z twardego drewna bez naklejek, żłobione lub wypalane. Powinny też być zestawy wielkoformatowe na ścianę lub na podłogę, z tym że plansza na podłogę nie może być większa niż taka złożona z 12 kartek A4 – chodzi o umiejętność sięgania przez dzieci do poszczególnych pól (zdeptanie planszy też się zdarzało). Elementy gry to nie wszystko. Swoją wiedzę na temat Dobutsu Shogi zawdzięczam graniu w Pojedynek robotów, w tablecie, a przede wszystkim 3 podręcznikom japońsko-angielskim zakupionym w czasie zeszłorocznych targów w Essen. Podręczniki są rewelacyjne, napisane prostym językiem (znaczy się część w języku angielskim ;-)), dobrze zilustrowane i treściwe. Byłoby mi bardzo ciężko prowadzić zajęcia bez wsparcia tak dobrej literatury fachowej. Jeśli chcecie uczyć dzieci, to koniecznie zaopatrzcie się w takie książki albo po prostu bardzo dużo grajcie. Jeśli zaś kiedyś będzie wiele miejsc, w których polskie dzieci będą uczyć się grać w Dobutsu Shogi, to trzeba będzie takie podręczniki przetłumaczyć, a również napisać kolejne.

Jak widzicie, nie jest łatwo być pionierem, bez odpowiedniego wsparcia. Wierzcie mi, jednak taka praca przynosi satysfakcję!

0 Udostępnień